Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2009

Dystans całkowity:306.40 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:15:13
Średnia prędkość:20.14 km/h
Maksymalna prędkość:41.90 km/h
Liczba aktywności:7
Średnio na aktywność:43.77 km i 2h 10m
Więcej statystyk

Wielkopolski PN

Wtorek, 30 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Dzień po ostatnim egzaminie, tak więc drugi dzień wakacji. Zgodnie z własnym postanowieniem ruszyłem na rower, poznawać to czego jeszcze nie poznałem ;) W WPNie mało jest chyba takich miejsc, w których nie byłbym chociaż raz, ale udało mi się pojeździć tam, gdzie mnie jeszcze nigdy nie było ;) Na początek standardowo trasą dojazdową Dmowskiego-Górecka-Opolska-Luboń w stronę ul. Poznańskiej, która prowadzi przez pola w kierunku Wir.

Chabry, mak i miotła zbożowa :) © Publo


Potem ruszyłem ścieżką w stronę Starego Puszczykowa, pokluczyłem trochę leśnymi duktami, polanami, aż w końcu wyjechałem tam gdzie chciałem (przynajmniej tak myślałem ;) ). Szybki rzut oka na mapę, żeby się upewnić, że to na pewno tak mam jechać i ruszyłem drogą w stronę jez. Jarosławiec. Dojeżdżając do "Grajzerówki" odbiłem na Jeziory, gdzie zaplanowałem krótki odpoczynek (jedno z moich ulubionych miejsc, trochę też sentymentalnych ze względu na wycieczkę klasową dawno temu, którą urządziła nam w tym fantastycznym miejscu wychowawczyni). Po odpoczynku szybki dojazd do "pierścienia", którym jechałem aż do Stęszewa.

I w tym miejscu zakończyła się terenowa część wycieczki, a zaczęła asfaltowa. Na dobrą sprawę nie wiem, którą wolę: w terenie jestem bliżej przyrody, mogę się bardziej odstresować i odpocząć od zgiełku miasta (a mieszkam prawie w samym centrum, więc mam od czego odpoczywać ;)). Za to na szosie o wiele lepiej się kręci (co odkrywcze nie jest), a podczas samej jazdy wolę chyba jednak gładkość asfaltu, niż dziurawość szutrówki. No ale to pewnie specyfika tego, że mam rower trekingowy, na góralu w terenie jeździłoby się zupełnie inaczej.

Jezioro Witobelskie k. Stęszewa © Publo


Ze Stęszewa przez Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Głuchowo i Plewiska wróciłem do domu. Atrakcji brak, może poza mszycami (stadium nielotne ;P), które mnie obsiadły, gdy przejeżdżałem obok pól uprawnych. Za takie atrakcje jednak podziękuje..

Po śpiwór do Decathlonu

Poniedziałek, 29 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Wreszcie wakacje! W dodatku pogoda dopisuje, więc postanowiłem wykorzystać ten fakt i zacząć letnie kręcenie. Po drodze musiałem jeszcze zasiać owies i rzepak w szklarni dla celów doświadczalnych, ale na szczęście zajęło mi to tylko godzinę.

Było trochę parno, ale na szczęście nie aż tak tragicznie. Celem było pojechać do Decathlonu w Swadzimiu. Żeby przy okazji trochę pokręcić na rowerze nie jechałem dobrze znaną dojazdówką przez Krzyżowniki i Baranowo, a przez Kiekrz i Sady. Przy okazji połknąłem muchę, pokonałem 3 podjazdy, które może wielkie nie były, ale trochę dały się we znaki. W Decathlonie kupiłem śpiwór, który powinien się przydać tego lata (działka, Woodstock) i oblepiony mszycami ruszyłem w stronę Poznania, drogą techniczną wzdłuż krajówki. W Przeźmierowie odbiłem w stronę Batorowa, a w Batorowie w stronę Skórzewa ;) Uzupełniłem płyny, spisałem międzyczas i szlakiem ruszyłem w stronę ul. Malwowej, przejeżdżając koło cmentarza Junikowskiego i przez Lasek Marceliński.

Wieczorny wypad do WPN

Sobota, 20 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Luboń - Wiry - Jeziory - Trzebaw - Wypalanki - Konarzewo - Chomęcice - Plewiska - Leśnych Skrzatów - dom

Ładna, ciepła, prawdziwie letnia pogoda. Trochę było mi żal, że na głowie jeszcze jeden egzamin, z którym muszę się zmagać, zamiast korzystać z dobrodziejstw pogody. Pojechałem do WPNu z przynajmniej dwóch powodów. Dawno tam nie byłem, to po pierwsze. A po drugie, to miejsce zawsze mnie tchnie jakąś siłą do robienia rzeczy ciężkich, których zazwyczaj się nie chce. Wziąłem aparat, popstrykałem trochę zdjęć, pooddychałem świeżym powietrzem (jak i powietrzem pełnym kiełbasek z grilla). Przy okazji też pokręciłem nogami, żeby mózg zaczął szybciej pracować ;)

Droga z Lubonia do Wir © Publo


Ja, gdzieś w WPNie ;) © Publo


Ścieżka na Trzebaw © Publo

Tam i tu

Czwartek, 18 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria turystycznie
Pierwotnie chciałem pojechać do Szamotuł, ale już po kilku km wiedziałem, że nie dam rady. Po pierwsze wiał silny i nieprzyjemny wiatr czołowy, po drugie bolała mnie noga, czyli odnowiła się dolegliwość ostatnich tygodni. Skróciłem więc swoje założenia, i po otrzyamniu wpisu z ćwiczeń na uczelni pojechałem nad jez. Kierskie. Zadzwoniłem do brata i umówiliśmy się, że przyjadę do niego. Na Plewiska dojechałem przez Przeźmierowo, Batorowo i Skórzewo. Mieliśmy pojechać na wycieczkę samochodową z Jasiem, ale ten wpadł w sidła pierwszych dziecięcych miłości i przez ponad pół godziny był zajęty sąsiadką rówieśniczką ;)

Ale na szczęście wkrótce sąsiadka się znudziła, zapakowaliśmy Jasia do auta i pojechaliśmy do Puszczykowa ;)

Po egzaminie: odstresowanie

Wtorek, 16 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria turystycznie
Po najgłupszym w moim studenckim życiu egzaminie (z łąkarstwa) pojechałem trochę pokręcić nad Maltą. Odprężenie rowerowe się przydało. Przy okazji odwiedziłem ojca w pracy, i przez Winogrady wróciłem do domu.

Deszczowo-miastowo

Piątek, 12 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria turystycznie
Przerwa od nauki, trochę też wymuszona. Musiałem pojechać do szklarni podlać doświadczenie. Przy okazji udało mi się uniknąć niezłej nawałnicy z gradem. Chociaż przebywanie w szklarni podczas intensywnego opadu gradu nie było może najszczęśliwszym wyborem, ale na szczęście nic złego się nie wydarzyło ;)

Gdy przestało padać mogłem zrobić kilka zdjęć tęczy i udać się na krótką przejażdżkę. Objechałem Rusałkę, z przykrością patrząc na turystów, którzy nie mieli gdzie schować się przed ulewą. Powietrze było czystsze, przyjaźniejsze. Następnie pokręciłem w stronę Marcelina i stadionu Lecha, wjechałem w Lasek Marceliński, gdzie złapała mnie mżawka. Tym razem ja byłem mokry ;)

Tęcza nad Instytutem Włókien Naturalnych © Publo


Jez. Rusałka po deszczu © Publo


Stadion Lecha - zbliżające się deszczowe chmury © Publo

Na Morasko i do Gosi

Środa, 10 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Z braku ciekawszych zajęć i chęci rozprostowania kości pojechałem na małą przejażdżkę. Trasa po części przejechana już w tym roku (Strzeszynek-Złotniki-Morasko). Tym razem na odcinku nieasfaltowym było dużo ciężej - błoto i woda (skutki ostatnich deszczy).

Dojeżdżając do rezerwatu Morasko nie pojechałem w stronę góry, a szosą do wsi, a następnie dalej asfaltem aż do osiedla Sobieskiego. Ścieżką wzdłuż PST dojechałem do Cytadeli, a następnie ulicami nad Maltę. Zaczęło się niepokojąco chmurzyć (ciekawy widok, żałuje że nie miałem aparatu). Gdy dojeżdżałem do Gosi zaczął padać deszcz, ale na szczęście nie zmokłem. Po godzinie - umyty i najedzony wróciłem do domu :)