Wpisy archiwalne w kategorii

treningowo

Dystans całkowity:619.20 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:29:46
Średnia prędkość:20.80 km/h
Maksymalna prędkość:42.70 km/h
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:51.60 km i 2h 28m
Więcej statystyk

Czempiń i WPN

Wtorek, 7 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Dwa dni bez roweru to stanowczo za dużo. Tym bardziej, że przyrzekłem sobie jeździć w te wakacje najwięcej ile się da. Pomysł, żeby jechać do Czempinia wpadł mi do głowy wczoraj - była to kolejna pozycja na mojej liście tras, które chciałem przejechać w tym roku. Znowu niestety nie byłem nastawiony na zwiedzanie, ale pewnie będą jeszcze takie wycieczki w tym sezonie. Jechałem przez Luboń, Łęczycę - ścieżką rowerową do Puszczykowa i Mosiny, a następnie szosą przez m.in Krosno, Drużynę, Pecnę i Stare Tarnowo. Trochę dawał się we znaki wiatr, który hamował mnie w stronę Czempinia (szosa opada tam trochę w dół, a i tak nie udało mi się wykulać więcej niż 20-21 km/h). Nikt chyba nie lubi jeździć pod wiatr..

Kościół św. Michała w Czempiniu © Publo


W samym miasteczku podmuchy tak bardzo nie przeszkadzały. Uzupełniłem płyny, zanotowałem międzyczasy, zrobiłem zdjęcie kościoła św. Michała (strzelista wieża, którą widać już kilka km przed miasteczkiem). I.. Ruszyłem w drogę powrotną, która na szczęście była dużo szybsza ;) Wiatr z tyłu pomagał, i kręciłem średnio 24-26 km/h, co jak na jazdę solo, dla mnie - było wystarczającą prędkością. Zatrzymałem się w Krośnie, żeby w pobliskim markecie (przerażająco pustym pod względem ludzi, a bogatym jeżeli chodzi o towar, i nawet tanim) kupić jakieś picie. Następnie przez Mosinę wjechałem do WPN (podjazd ul. Spacerową, kiedyś mi się lepiej podjeżdżało). Następne kilkanaście minut mineło na pokonywaniu terenowego szlaku przez jez. Kociołek i Góreckie. Krótki odpoczynek w Jeziorach i wio przez Grajzerówkę do Komornik. W sumie myślałem, że trasa będzie krótsza, a okazało się, że byłem bliski przełamania kolejnej 80-ki ;)

Hmm.. Najwyższy czas zabrać się za jakiś grubszy kilometraż ;)

Pobiedziska

Sobota, 4 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Koniec ostrego (w moim przekonaniu) rowerowego tygodnia postanowiłem uwiecznić drugą 80-ką. Trasa, którą zamierzałem pokonać była z grubsza przeze mnie opanowana, gdyż wiele razy jechałem nią w poprzednich latach. Tym razem postanowiłem jednak, że pojadę z towarzyszem, jakimś bike brotherem ;) Wiadomo, że w dwójke jeździ się o wiele przyjemniej niż solo. W tym celu umówiłem się z andrew18 nad Maltą i ruszyliśmy w trasę.

Prowadziła ona prawie wyłącznie asfaltem (drogi szutrowej było może z 400m). Punktem stycznym całej wyprawy były Pobiedziska, w których to planowaliśmy jedyny większy postój. Trasa wiodła przez Koziegłowy, Mielno, Wierzonkę, Tuczno i Wronczyn, a po przerwie - przez Promno, Górę i Swarzędz. Warunki pogodowe całkiem dobre, chociaż pod koniec czuć było żar lejący się z nieba, no i wiatr trochę bardziej dawał się we znaki.

Byłem zadowolony wrażeniami całego tygodnia. Udało się wykręcić 300km w 5 dni, w tym dwie 80-ki, co jak na razie jest dla mnie sporym osiągnięciem (ale liczę, że będzie lepiej). Andrzej też był zadowolony, przejechał w sobotę ponad 100km :)

Szamotuły

Czwartek, 2 lipca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Szamotuły są jednym z kilku miasteczek, przez które zazwyczaj przejeżdżam jadąc na wakacje w okolice Puszczy Drawskiej. Być może to było powodem, dla którego postanowiłem pojechać tam rowerem. Trasa częściowo przeze mnie już przejechana dwa lata temu, kiedy jechałem do Objezierza.

Pogoda bardzo fajna, słońce, ciepło (a wręcz upalnie), ale całe szczęście na rowerze nie odczuwało się aż tak bardzo tego skwaru. Skierowałem się w stronę drogi rowerowej Rusałka-Kiekrz, w Strzeszynku odbijając na asfaltówkę. I tak przez Kiekrz, aż do Rokietnicy. Odbiłem w stronę Żydowa, słynącego z neoromańskiego kościoła z początku XX wieku. Jego charakterystyczną kopułę widać jadąc pociągiem na trasie Poznań - Krzyż Wielkopolski. Odcinek między Rokietnicą, a Szamotułami - prowadzący m.in właśnie przez Żydowo, ale i Pamiątkowo oraz Baborówko charakteryzuje się dosyć znikomym ruchem samochodowym, co dla miłośnika dwóch kółek jest całkiem satysfakcjonującą informacją :)

Tak jak wspomniałem, do Szamotuł nie pchał mnie tak naprawdę żaden cel, oprócz "zaliczenia checkpointu" i powrotu do domu. Ale może wybiorę się tam kiedyś raz jeszcze rowerem, aby pozwiedzać okoliczne ciekawostki (chociażby zamek Nałęczów Szamotulskich z drugiej połowy XV wieku). Charakterystycznym miejscem jest również elewator zbożowy, który nawet uwieczniłem na zdjęciu ;)

Widok na elewator w Szamotułach © Publo


Powrót bez przygód, w dosyć dobrym tempie (jechałem z wiatrem, a w dodatku miejscami z górki, więc prędkości były ponad przeciętne). W Rokietnicy pojawiły sie drobne problemy z pedałem, który zaczął stukać i chrobotać, ale nie miałem za bardzo czasu na to, żeby do niego zajrzeć. Po krótkim odpoczynku w Kiekrzu (uzupełnianie płynów), ruszyłem do domu dobrze znaną ścieżką rowerową Kiekrz - Rusałka. W Strzeszynku miałem ochotę wskoczyć do wody, ale pojawiające się ciemne chmury na niebie przekonały, że warto wracać do domu. Przy rondzie Przybyszewskiego (w sumie Jana Nowaka Jeziorańskiego od niedawna) zaczeło padać, a później już lać, tak konkretnie. Tak więc na sam koniec zmokłem :)

Wielkopolski PN

Wtorek, 30 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Dzień po ostatnim egzaminie, tak więc drugi dzień wakacji. Zgodnie z własnym postanowieniem ruszyłem na rower, poznawać to czego jeszcze nie poznałem ;) W WPNie mało jest chyba takich miejsc, w których nie byłbym chociaż raz, ale udało mi się pojeździć tam, gdzie mnie jeszcze nigdy nie było ;) Na początek standardowo trasą dojazdową Dmowskiego-Górecka-Opolska-Luboń w stronę ul. Poznańskiej, która prowadzi przez pola w kierunku Wir.

Chabry, mak i miotła zbożowa :) © Publo


Potem ruszyłem ścieżką w stronę Starego Puszczykowa, pokluczyłem trochę leśnymi duktami, polanami, aż w końcu wyjechałem tam gdzie chciałem (przynajmniej tak myślałem ;) ). Szybki rzut oka na mapę, żeby się upewnić, że to na pewno tak mam jechać i ruszyłem drogą w stronę jez. Jarosławiec. Dojeżdżając do "Grajzerówki" odbiłem na Jeziory, gdzie zaplanowałem krótki odpoczynek (jedno z moich ulubionych miejsc, trochę też sentymentalnych ze względu na wycieczkę klasową dawno temu, którą urządziła nam w tym fantastycznym miejscu wychowawczyni). Po odpoczynku szybki dojazd do "pierścienia", którym jechałem aż do Stęszewa.

I w tym miejscu zakończyła się terenowa część wycieczki, a zaczęła asfaltowa. Na dobrą sprawę nie wiem, którą wolę: w terenie jestem bliżej przyrody, mogę się bardziej odstresować i odpocząć od zgiełku miasta (a mieszkam prawie w samym centrum, więc mam od czego odpoczywać ;)). Za to na szosie o wiele lepiej się kręci (co odkrywcze nie jest), a podczas samej jazdy wolę chyba jednak gładkość asfaltu, niż dziurawość szutrówki. No ale to pewnie specyfika tego, że mam rower trekingowy, na góralu w terenie jeździłoby się zupełnie inaczej.

Jezioro Witobelskie k. Stęszewa © Publo


Ze Stęszewa przez Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Głuchowo i Plewiska wróciłem do domu. Atrakcji brak, może poza mszycami (stadium nielotne ;P), które mnie obsiadły, gdy przejeżdżałem obok pól uprawnych. Za takie atrakcje jednak podziękuje..

Po śpiwór do Decathlonu

Poniedziałek, 29 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Wreszcie wakacje! W dodatku pogoda dopisuje, więc postanowiłem wykorzystać ten fakt i zacząć letnie kręcenie. Po drodze musiałem jeszcze zasiać owies i rzepak w szklarni dla celów doświadczalnych, ale na szczęście zajęło mi to tylko godzinę.

Było trochę parno, ale na szczęście nie aż tak tragicznie. Celem było pojechać do Decathlonu w Swadzimiu. Żeby przy okazji trochę pokręcić na rowerze nie jechałem dobrze znaną dojazdówką przez Krzyżowniki i Baranowo, a przez Kiekrz i Sady. Przy okazji połknąłem muchę, pokonałem 3 podjazdy, które może wielkie nie były, ale trochę dały się we znaki. W Decathlonie kupiłem śpiwór, który powinien się przydać tego lata (działka, Woodstock) i oblepiony mszycami ruszyłem w stronę Poznania, drogą techniczną wzdłuż krajówki. W Przeźmierowie odbiłem w stronę Batorowa, a w Batorowie w stronę Skórzewa ;) Uzupełniłem płyny, spisałem międzyczas i szlakiem ruszyłem w stronę ul. Malwowej, przejeżdżając koło cmentarza Junikowskiego i przez Lasek Marceliński.

Wieczorny wypad do WPN

Sobota, 20 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Luboń - Wiry - Jeziory - Trzebaw - Wypalanki - Konarzewo - Chomęcice - Plewiska - Leśnych Skrzatów - dom

Ładna, ciepła, prawdziwie letnia pogoda. Trochę było mi żal, że na głowie jeszcze jeden egzamin, z którym muszę się zmagać, zamiast korzystać z dobrodziejstw pogody. Pojechałem do WPNu z przynajmniej dwóch powodów. Dawno tam nie byłem, to po pierwsze. A po drugie, to miejsce zawsze mnie tchnie jakąś siłą do robienia rzeczy ciężkich, których zazwyczaj się nie chce. Wziąłem aparat, popstrykałem trochę zdjęć, pooddychałem świeżym powietrzem (jak i powietrzem pełnym kiełbasek z grilla). Przy okazji też pokręciłem nogami, żeby mózg zaczął szybciej pracować ;)

Droga z Lubonia do Wir © Publo


Ja, gdzieś w WPNie ;) © Publo


Ścieżka na Trzebaw © Publo

Na Morasko i do Gosi

Środa, 10 czerwca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Z braku ciekawszych zajęć i chęci rozprostowania kości pojechałem na małą przejażdżkę. Trasa po części przejechana już w tym roku (Strzeszynek-Złotniki-Morasko). Tym razem na odcinku nieasfaltowym było dużo ciężej - błoto i woda (skutki ostatnich deszczy).

Dojeżdżając do rezerwatu Morasko nie pojechałem w stronę góry, a szosą do wsi, a następnie dalej asfaltem aż do osiedla Sobieskiego. Ścieżką wzdłuż PST dojechałem do Cytadeli, a następnie ulicami nad Maltę. Zaczęło się niepokojąco chmurzyć (ciekawy widok, żałuje że nie miałem aparatu). Gdy dojeżdżałem do Gosi zaczął padać deszcz, ale na szczęście nie zmokłem. Po godzinie - umyty i najedzony wróciłem do domu :)

Głuszyna - Tulce - Rataje

Piątek, 15 maja 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Dosyć krótka i szybka trasa. Z Dębiny wjechałem przez stary most przy torach kolejowych na Starołękę, z której pokręciłem w stronę Głuszyny. Następnie do Tulec i w stronę Poznania. Dojeżdżając na Rataje odbiłem w stronę Malty, żeby spotkać się z Gosią.

Zdjęć brak ;p

WPN: pierwszy raz w tym roku

Sobota, 4 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Wreszcie! Słońce świeciło dosyć ostro, w powietrzu było czuć wiosenne ciepełko. Postanowiłem więc wsiąść na rower i pojechać do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Miejsce magiczne, znane wszystkim bikerom z okolic Poznania, choć pewnie i nie tylko. Na początku kwietnia WPN wygląda zupełnie inaczej niż latem (chociaż zimą ten widok jest pewnie jeszcze bardziej niesamowity, szczególnie dla tych, którzy przyzwyczaili się do zieloności tego miejsca).

Szlak Nadwarciański © Publo


Ale od początku.. Do WPN postanowiłem wybrać się od strony Warty, przejeżdżając szlakiem nadwarciańskim. Na szlak wjechałem w okolicy Zakładów Nawozowych w Luboniu. Tempo spokojne, rekreacyjne, ze wskazaniem na podziwianie budzącej się do życia po zimie przyrody. Z Puszczykowa przez Puszczykówko wjechałem na Osową Górę (podjazd z szosy Poznań-Mosina). Płuca metaliczne, bo i termin pokonania podjazdu jak na mnie dosyć wczesny, ale satysfakcja - bezcenna ;)

Widok na wyspę Zamkową / jez. Góreckie © Publo


Po wjechaniu na Osową pojechałem szlakiem przez jezioro Kociołek nad jez. Góreckie. I tu kolejne zaskoczenie. Niewidoczny wiosną i latem zamek na wyspie Zamkowej! Nieco świeższe spojrzenie na dobrze znane tereny. Po krótkim wypoczynku i nasyceniem krajobrazami jeziora ruszyłem "grajzerówką" w stronę Komornik, jednak za zjazdem odbiłem w lewo na Szreniawę, gdzie akurat odbywał się festyn Wielkanocny (full ludzi i samochodów). Ze Szreniawy asfaltem przez Rosnowo i Komorniki odwiedziłem brata w Plewiskach.