Czempiń i WPN
Wtorek, 7 lipca 2009
· Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Dwa dni bez roweru to stanowczo za dużo. Tym bardziej, że przyrzekłem sobie jeździć w te wakacje najwięcej ile się da. Pomysł, żeby jechać do Czempinia wpadł mi do głowy wczoraj - była to kolejna pozycja na mojej liście tras, które chciałem przejechać w tym roku. Znowu niestety nie byłem nastawiony na zwiedzanie, ale pewnie będą jeszcze takie wycieczki w tym sezonie. Jechałem przez Luboń, Łęczycę - ścieżką rowerową do Puszczykowa i Mosiny, a następnie szosą przez m.in Krosno, Drużynę, Pecnę i Stare Tarnowo. Trochę dawał się we znaki wiatr, który hamował mnie w stronę Czempinia (szosa opada tam trochę w dół, a i tak nie udało mi się wykulać więcej niż 20-21 km/h). Nikt chyba nie lubi jeździć pod wiatr..

W samym miasteczku podmuchy tak bardzo nie przeszkadzały. Uzupełniłem płyny, zanotowałem międzyczasy, zrobiłem zdjęcie kościoła św. Michała (strzelista wieża, którą widać już kilka km przed miasteczkiem). I.. Ruszyłem w drogę powrotną, która na szczęście była dużo szybsza ;) Wiatr z tyłu pomagał, i kręciłem średnio 24-26 km/h, co jak na jazdę solo, dla mnie - było wystarczającą prędkością. Zatrzymałem się w Krośnie, żeby w pobliskim markecie (przerażająco pustym pod względem ludzi, a bogatym jeżeli chodzi o towar, i nawet tanim) kupić jakieś picie. Następnie przez Mosinę wjechałem do WPN (podjazd ul. Spacerową, kiedyś mi się lepiej podjeżdżało). Następne kilkanaście minut mineło na pokonywaniu terenowego szlaku przez jez. Kociołek i Góreckie. Krótki odpoczynek w Jeziorach i wio przez Grajzerówkę do Komornik. W sumie myślałem, że trasa będzie krótsza, a okazało się, że byłem bliski przełamania kolejnej 80-ki ;)
Hmm.. Najwyższy czas zabrać się za jakiś grubszy kilometraż ;)

Kościół św. Michała w Czempiniu© Publo
W samym miasteczku podmuchy tak bardzo nie przeszkadzały. Uzupełniłem płyny, zanotowałem międzyczasy, zrobiłem zdjęcie kościoła św. Michała (strzelista wieża, którą widać już kilka km przed miasteczkiem). I.. Ruszyłem w drogę powrotną, która na szczęście była dużo szybsza ;) Wiatr z tyłu pomagał, i kręciłem średnio 24-26 km/h, co jak na jazdę solo, dla mnie - było wystarczającą prędkością. Zatrzymałem się w Krośnie, żeby w pobliskim markecie (przerażająco pustym pod względem ludzi, a bogatym jeżeli chodzi o towar, i nawet tanim) kupić jakieś picie. Następnie przez Mosinę wjechałem do WPN (podjazd ul. Spacerową, kiedyś mi się lepiej podjeżdżało). Następne kilkanaście minut mineło na pokonywaniu terenowego szlaku przez jez. Kociołek i Góreckie. Krótki odpoczynek w Jeziorach i wio przez Grajzerówkę do Komornik. W sumie myślałem, że trasa będzie krótsza, a okazało się, że byłem bliski przełamania kolejnej 80-ki ;)
Hmm.. Najwyższy czas zabrać się za jakiś grubszy kilometraż ;)










