Szamotuły są jednym z kilku miasteczek, przez które zazwyczaj przejeżdżam jadąc na wakacje w okolice Puszczy Drawskiej. Być może to było powodem, dla którego postanowiłem pojechać tam rowerem. Trasa częściowo przeze mnie już przejechana dwa lata temu, kiedy jechałem do Objezierza.
Pogoda bardzo fajna, słońce, ciepło (a wręcz upalnie), ale całe szczęście na rowerze nie odczuwało się aż tak bardzo tego skwaru. Skierowałem się w stronę drogi rowerowej Rusałka-Kiekrz, w Strzeszynku odbijając na asfaltówkę. I tak przez Kiekrz, aż do Rokietnicy. Odbiłem w stronę Żydowa, słynącego z neoromańskiego kościoła z początku XX wieku. Jego charakterystyczną kopułę widać jadąc pociągiem na trasie Poznań - Krzyż Wielkopolski. Odcinek między Rokietnicą, a Szamotułami - prowadzący m.in właśnie przez Żydowo, ale i Pamiątkowo oraz Baborówko charakteryzuje się dosyć znikomym ruchem samochodowym, co dla miłośnika dwóch kółek jest całkiem satysfakcjonującą informacją :)
Tak jak wspomniałem, do Szamotuł nie pchał mnie tak naprawdę żaden cel, oprócz "zaliczenia checkpointu" i powrotu do domu. Ale może wybiorę się tam kiedyś raz jeszcze rowerem, aby pozwiedzać okoliczne ciekawostki (chociażby zamek Nałęczów Szamotulskich z drugiej połowy XV wieku). Charakterystycznym miejscem jest również elewator zbożowy, który nawet uwieczniłem na zdjęciu ;)

Widok na elewator w Szamotułach
© Publo
Powrót bez przygód, w dosyć dobrym tempie (jechałem z wiatrem, a w dodatku miejscami z górki, więc prędkości były ponad przeciętne). W Rokietnicy pojawiły sie drobne problemy z pedałem, który zaczął stukać i chrobotać, ale nie miałem za bardzo czasu na to, żeby do niego zajrzeć. Po krótkim odpoczynku w Kiekrzu (uzupełnianie płynów), ruszyłem do domu dobrze znaną ścieżką rowerową Kiekrz - Rusałka. W Strzeszynku miałem ochotę wskoczyć do wody, ale pojawiające się ciemne chmury na niebie przekonały, że warto wracać do domu. Przy rondzie Przybyszewskiego (w sumie Jana Nowaka Jeziorańskiego od niedawna) zaczeło padać, a później już lać, tak konkretnie. Tak więc na sam koniec zmokłem :)