Do Iwna

Czwartek, 7 maja 2009 · Komentarze(1)
Kategoria wyprawy
Powodem aby wybrać się do Iwna był ślub, na który wraz z moją dziewczyną Gosią udaliśmy się dwa dni później. W ramach zapoznania się z drogą, miejscem wesela itp postanowiłem więc wsiąść na rower i pokręcić właśnie tam. Iwno znajduje się bardzo blisko Kostrzyna Wlkp., a znane jest chyba przede wszystkim ze stadniny koni.

Gdzieś nieopodal Puszczykowa Zaborza koło Kostrzyna © Publo


Dzień pod względem pogody był średnio udany. Dosyć spore zachmurzenie i silny wiatr towarzyszyły mi przez cały czas, z tą różnicą, że w drodze powrotnej wiatr miał dosyć mocno z boku, co przy niemałym już wyczerpaniu jazdą powodowało wkurw i myśli typu "nigdy więcej nie wsiąde na rower" ;) Było warto mimo wszystko, a złe myśli szybko się ulotniły.

Pałacyk w Iwnie © Publo


A wesele się udało ;)

Pierwszomajowy rzut na Poznań

Piątek, 1 maja 2009 · Komentarze(0)
Super pogoda, słońce, lekki wiaterek, ciepło! Pojechałem do szklarni podlać swoje doświadczenie magisterskie, a następnie przez Rusałkę i Strzeszyn (ścieżką rowerową) - odbijając na szosę przez Psarskie pokręciłem w kierunku Złotnik (gdzie de facto również znajduje się Stacja Doświadczalna UP, podobnie jak w Przybrodzie). Krajobraz sielankowy, głównie za sprawą znikomego ruchu aut oraz kwitnącego na polach rzepaku.

Jezioro Rusałka © Publo


Rzepak, a w tle kościół w Kiekrzu © Publo


Po krótkim odpoczynku w Złotnikach pojechałem dalej przed siebie, przecinając szosę Poznań-Oborniki i dojeżdżając do granicy poligonu wojskowego. Nie miałem ochoty śmigać dzisiaj przez poligon do Biedruska, ale ten odcinek jest wymarzony dla fanów szosówek - fajny asfalt, teren rzadko uczęszczany przez samochody, więc można dać popalić. Szutrową ścieżką rowerową dojechałem do Suchego Lasu, a później przez Park Krajobrazowy w Morasku na Górę Morasko. Dziwne to może trochę, ale byłem tam poraz pierwszy ;) Widok na północną część Poznania zajebisty - toteż pstryknąłem kilka zdjęć.

Widok na Piątkowo © Publo


Żeby trochę sobie utrudnić życie i wydłużyć trasę po zjechaniu z góry w stronę Piątkowa odbiłem na szosę prowadzącą do Moraska. Na początku trochę żałowałem - gdyż wyrósł mi nie taki znów mały podjazd, ale później było lepiej. W Morasku odbiłem na Radojewo, a z Radojewa na Poznań ;) Przed Poznaniem odbiłem w stronę Umultowa, przejeżdżając obok Wydziału Geografii UAM oraz zahaczając jeszcze o cały Campus Uniwersytecki (aż pozazdrościłem budynków, na UP baza pod tym względem jest bardziej ubogo ;)). Z Campusu drogą rowerową wzdłuż PST dojechałem do ul. Pułaskiego, a następnie cały czas prosto, przez Rondo Kaponiera do domu.

Na Plewiska

Sobota, 25 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Sobotni wypad do brata, bratowej, bratanka i bratanicy ;)

Wielko-piątkowe kręcenie: Przybroda i Tarnowo Pdg

Piątek, 10 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Straszny ból zęba, a raczej rany dziąsła po leczeniu kanałowym dolnej szóstki nie przeszkodził w małej wycieczce. W sumie tak szczerze to wspomogłem się Ibupromem ;) Przez Kiekrz i Rokietnicę pojechałem sobie do Przybrody zobaczyć Zakład Doświadczalny mojej uczelni (UP). Jechało się bardzo fajnie, szczególnie z powodu tylniego wiatru, który pchał mnie przed siebie ;) Z Przybrody odbiłem na Tarnowo Podgórne i było już mniej fajnie. Na początku wiatr boczny, później czołowy - dosyć silny. Z Tarnowa przez Lusowo, Batorowo i Skórzewo pojechałem na małe odwiedziny do Plewisk ;)

Muuu.. ;) © Publo

WPN: pierwszy raz w tym roku

Sobota, 4 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Wreszcie! Słońce świeciło dosyć ostro, w powietrzu było czuć wiosenne ciepełko. Postanowiłem więc wsiąść na rower i pojechać do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Miejsce magiczne, znane wszystkim bikerom z okolic Poznania, choć pewnie i nie tylko. Na początku kwietnia WPN wygląda zupełnie inaczej niż latem (chociaż zimą ten widok jest pewnie jeszcze bardziej niesamowity, szczególnie dla tych, którzy przyzwyczaili się do zieloności tego miejsca).

Szlak Nadwarciański © Publo


Ale od początku.. Do WPN postanowiłem wybrać się od strony Warty, przejeżdżając szlakiem nadwarciańskim. Na szlak wjechałem w okolicy Zakładów Nawozowych w Luboniu. Tempo spokojne, rekreacyjne, ze wskazaniem na podziwianie budzącej się do życia po zimie przyrody. Z Puszczykowa przez Puszczykówko wjechałem na Osową Górę (podjazd z szosy Poznań-Mosina). Płuca metaliczne, bo i termin pokonania podjazdu jak na mnie dosyć wczesny, ale satysfakcja - bezcenna ;)

Widok na wyspę Zamkową / jez. Góreckie © Publo


Po wjechaniu na Osową pojechałem szlakiem przez jezioro Kociołek nad jez. Góreckie. I tu kolejne zaskoczenie. Niewidoczny wiosną i latem zamek na wyspie Zamkowej! Nieco świeższe spojrzenie na dobrze znane tereny. Po krótkim wypoczynku i nasyceniem krajobrazami jeziora ruszyłem "grajzerówką" w stronę Komornik, jednak za zjazdem odbiłem w lewo na Szreniawę, gdzie akurat odbywał się festyn Wielkanocny (full ludzi i samochodów). Ze Szreniawy asfaltem przez Rosnowo i Komorniki odwiedziłem brata w Plewiskach.

Nad Maltę

Środa, 1 kwietnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Temperatura może nie rozpieszczała, ale kwietniowe słońce, świecące na bezchmurnym niebie dopingowało do tego, żeby trochę pokręcić. Więc wybrałem się nad Maltę, pojeździłem wokół jeziora i stawów przy Browarnej. A później szybko do domu, żeby zjeść obiad i szybko lecieć na zajęcia.

Wieczorne kręcenie

Poniedziałek, 30 marca 2009 · Komentarze(0)
Kategoria treningowo
Czekanie na prawdziwą rowerową wiosnę, i krótka pętelka: Sołacz-Cytadela-Malta.

Bo najważniejsze jest zabezpiecznie..

Sobota, 28 lutego 2009 · Komentarze(0)
Kategoria turystycznie
Odpowiednie zabezpieczenie to kwestia kluczowa, jak się okazuje również na rowerze. Piękna pogoda (jak na koniec lutego), słońce od czasu do czasu chowające się za chmury, przyjemny wiatr, temperatura i to czucie w nosie i nie tylko, że to taki mały zaczątek wiosny. Wszystkie powyższe czynniki + wewnętrzna chęć pokręcenia na rowerze sprawiły, że postanowiłem udać się dzisiaj na przejażdżkę. Ale los lubi być złośliwy..

Pęknięcie gumy jest przykre (wszędzie, aczkolwiek ważniejsze są chyba konsekwencję ;P). W przypadku, gdy ledwo wyjechałem z domu, a licznik wskazywał przejechanie niespełna 3km mogę mówić o dużym szczęściu. Moim celem było jezioro Maltańskie, ot taki krótki lecz w miarę solidny wypadzik. Pierwsze wątpliwości pojawiły się na zjeździe Hetmańską w stronę Dolnej Wildy, jakieś takie szmery dziwne, odgłosy "oponowe". Załamanie rąk i mały ból głowy przyszedł jakieś 300m dalej.

Mogę sobie w brodę pluć. Miałbym przy sobie zapasową dętkę i pompkę, to po kilkunastu minutach mógłbym dalej ruszyć w drogę (chociaż nie wiem czy bym sie na to zdecydował, chciałem wrócić do domu przed 13:00, żeby zdążyć na bieg Justyny Kowalczyk ;P).

A ojciec uprzedzał: "zabezpieczenie synu, to klucz do sukcesu"

Cholera bierze człowieka, kiedy przypomni sobie, że równie niefortunny początek sezonu przydarzył się jemu w zeszłym roku oraz dwa lata temu. W roku ubiegłym (prawie dokładnie, gdyż zdarzyło się to 26.02), pech chciał, że najechałem na niewidoczny, aczkolwiek lujski gwóźdź nad Maltą (niepodal kolejki "Maltanka"). Wbił się tak, że miałem problemy z wyjęciem go (dziwne, że nie zauważyłem jak sobie leży i czeka na ścieżce, co?). Dwa lata temu spotkałem się oko w oko z kolcem roślinnym (również nad Maltą), który skutecznie zepsuł miłosną wyprawę rowerową z moją dziewczyną.

W przyszłym roku chyba po prostu zrezygnuje z planowania wycieczek nad Malte w miesiącach zimowo-pozimowych ;)

Pechowa dętka © Publo

Na dobry początek

Poniedziałek, 16 lutego 2009 · Komentarze(1)
Kategoria turystycznie
Rower pozwala poznawać nową przestrzeń, ale także poznawać własne wnętrze. Bo kiedy to bardziej człowiek pozna siebie i swój charakter, niż w ekstremalnych sytuacjach, których podczas wszelakich wypraw rowerowych jest najwięcej? Każdy kto choć raz przeżył "kryzys" podczas pedałowania wie co mam na myśli. Nawet gdy nie masz już siły, pragnienie przewyższa wszystkie inne Twoje potrzeby, a podjazd który akurat pokonujesz nie ma końca - to zdajesz sobie sprawę, że nie możesz zejść z roweru, i powiedzieć "dosyć, nie mam siły". To jest zbyt łatwe, a każdy miłośnik kolarstwa wie, że najłatwiejsze wytłumaczenia na rowerze się po prostu odrzuca..

Odkąd dosyć poważniej zacząłem jeździć na rowerze (czyt. nie tylko po to, aby dojechać na najbliższe jezioro, ale żeby też pokonywać kolejne bariery dystansowe) moim marzeniem było, aby przejechać się na dwóch kółkach po śniegu. Zadanie z jednej strony proste, z drugiej trudne (spoglądając na to, ile w ostatnich latach było śniegu w Poznaniu). Największą frajdę sprawia spełnianie własnych marzeń, i tak właśnie się stało, kiedy to 16. lutego pokonałem dystans Rusałka-Kiekrz (znaną trasą rowerową). Wraz z dojazdem do samej Rusałki, przejazdem ściężką do Kiekrza, i powrotem - licznik pokazał 33km.

Była to typowa jazda turystyczna, skierowana bardziej na robienie zdjęć, niż podkręcanie tempa i śrubowanie średniej przejazdu. Zresztą był to pierwszy w tym roku wyjazd "w teren", więc lepiej go było pokonać "na spokojnie". Poniżej zdjęcia z wyjazdu..

P.S Wielkie dzięki dla Andrzeja, za pokazanie możliwości, jakie drzemią w tym blogu (i w ogóle za pokazanie mi go :P).





Plaża w Strzeszynku © Publo

Z pamiętnika: Rzym 2006

Sobota, 15 lipca 2006 · Komentarze(1)
Kategoria wyprawy
Lipiec 2006 roku był miesiącem bardzo upalnym. Słońce żarzyło z nieba, rząd ogłosił klęskę suszy w wielu rejonach, a wakacyjni szczęśliwcy cieszyli się z błękitnego nieba, i idealnych warunków do kąpieli słoneczno-wodnych. Trochę gorzej mieli rowerzyści..

Kręcenie przy temperaturze przekraczającej 30 stopni Celsjusza nie jest sprawą prostą. Łatwo o przegrzanie i odwodnienie. Kto jednak chce pojeździć, musi się odpowiednio zabezpieczyć, i z "baniakiem" wody (która w tym wypadku spełnia podwójną rolę) wyruszyć w swoją trasę. Dla mnie to był miesiąc szczególny, gdyż z bratem ustaliliśmy, że zdobędziemy Rzym, małą wioskę na pograniczu województwa Wielkopolskiego i Kujawsko-Pomorskiego ;)

Do długiej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować. Dlatego jeździłem dużo, a wiele z tych treningowych jazd musiało się niestety odbyć w warunkach pogodowych wspomnianych powyżej. Najbardziej bałem się tego, że identyczna pogoda będzie w dniu wycieczki, 15. lipca. Gdy później oglądałem prognozę pogody, z naniesionym wykresem średnich temperatur w miesiącu lipcu stwierdziłem, że albo mieliśmy z bratem olbrzymie szczęście, albo czuwała nad nami opatrzność. 15. i 16. lipca były najzimniejszymi dniami w miesiącu, temperatura dla Wielkopolski wynosiła wtedy ok. 20-22 stopni. W pozostałych dniach oscylowała ok. 30 st.

Wyjazd o 5:30 z Głogowskiej. Wg planu, który sobie założyliśmy powinniśmy kręcić ok. 8 godzin. Wiadomo, że wszelkie obliczenia dotyczące długości trasy są tylko dystansem teoretycznym, który odchyla się w praktyce o te kilka kilometrów. Pogoda piękna, wprost wymarzona. Słońce, lekkie obłoki na niebie, rześkie powietrze - czyli wszystko to, co można spotkać najpiękniejszego w wakacyjne poranki. W tym momencie obawiałem się, że za kilka godzin tak różowo nie będzie, a upał będzie nam skutecznie przeszkadzał. Pierwszy postój zaplanowaliśmy sobie po 40km w Kiszkowie, zbliżała się godzina 8:00 rano. Miasteczko dopiero co budziło się ze snu, nieliczne osoby krzątały się po centrum i robiły pierwsze sobotnie zakupy. Po krótkim odpoczynku, spędzonym głównie na uzupełnianiu płynów ruszyliśmy w dalszą drogę.

© Publo


Pogoda zaczeła się trochę psuć, chociaż to może sformułowanie zbyt na wyrost, gdyż słońce nadal dawało o sobie zmieniać. Z biegiem czasu musiało jednak uznać wyższość cumulusom, które dość stanowczo zaczęły gromadzić się na niebie. Jazda na rowerze to wolność! Możliwość poznawania nowych terenów, pięknych krajobrazów, pierwiastek podróżniczy dla wszystkich solidnie przywiązanych do swego domu. I to z całą pewnością pchało nas do wytężonego kręcenia, które z minuty na minutę przybliżało nas do upragnionego Rzymu. Do celu naszej wyprawy dotarliśmy ok. 10:00, pokonując 85km. W słynnej wiosce spędziliśmy trochę czasu, głównie robiąc zdjęcia, uzupełniając płyny i energię. No bo i zwiedzać, nie było za bardzo czego ;) Dojechać tam gdzie się zamierzało jest uczuciem szalenie pozytywnym, którego nie mąci bynajmniej fakt, że pozostał jeszcze powrót. Powszechnie wiadomo, że wraca się łatwiej :)

© Publo


Droga do domu była piękna, nie tylko krajobrazowo, ale również kondycyjnie-wydolnościowo. Wiele razy wspominam te 90km, podczas których jechało mi się bardzo dobrze, czułem moc, formę i ogromny zapas sił. W nieco gorszej sytuacji był Piotr, który jechał na antybiotyku, ale mimo wszystko, jak na takie osłabienie organizmu "dał czadu". Wracaliśmy m.in przez Czechy (kolejna okolicznościowa nazwa) oraz Lednice, na której to, co roku odbywają się religijne spotkania młodych, organizowane przez dominikanina o.Jana Górę. Moja ekscytacja wynika może z tego, że nie często zdarza mi się przez 40 minut kręcić średnio 30km/h, a tamtego dnia, z tamtymi siłami taka sytuacja mi się przydarzyła ;) Od Rzymu do Pobiedzisk pogoda wahała się, był nawet moment kiedy obawiałem się, że nagle z nieba spadnie deszcz. Później jednak sytuacja na niebie unormowała się, chmury zaczęły znikać, i mocniej o sobie dało znać słońce. Nie było jednak zbyt męczące, raczej umilało podróż po pięknych morenowych terenach Parku Krajobrazowego "Promno".

© Publo


Do Poznania wjeżdżaliśmy ok. godziny 15:00 od strony Swarzędza. Pogoda cudna letnia, lecz przyjemna (w odróżnieniu od innych dni w tym miesiącu). Nad jeziorem Maltańskim tłumy ludzi, chcących rekreacyjnie spożytkować weekend. Dom coraz bliżej, a w nogach nadal było bardzo dużo energii. Dzisiaj trochę żałuje, że nie przedłużyłem sobie trasy tej wycieczki, była realna szansa na wyciągnięcie 200km, których do tej pory nie osiągnąłem.

Może w tym roku :)

Trasa: Trasa: Łazarz - Malta - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Wierzonka - Tuczno - Wronczyn - Łagiewniki - Sroczyn - Węgorzewo - Kiszkowo - Rybno Wielkie - Kamieniec - Charbowo - Świniary Górne - Dobijewo - Mieleszyn - Przysieka - Popowo - Kowalewo - RZYM - Kowalewo - Popowo - Przysieka - Mieleszyn - Kłecko - Czechy - Dziećmiarki - Lednica - Skrzetuszewo - Rybitwy - Latalice - Węglewo - Pobiedziska - Promno - Góra - Sarbinowo - Swarzędz - Malta - Droga Dębińska - Hetmańska.

© Publo