Z pamiętnika: Rzym 2006

Sobota, 15 lipca 2006 · Komentarze(1)
Kategoria wyprawy
Lipiec 2006 roku był miesiącem bardzo upalnym. Słońce żarzyło z nieba, rząd ogłosił klęskę suszy w wielu rejonach, a wakacyjni szczęśliwcy cieszyli się z błękitnego nieba, i idealnych warunków do kąpieli słoneczno-wodnych. Trochę gorzej mieli rowerzyści..

Kręcenie przy temperaturze przekraczającej 30 stopni Celsjusza nie jest sprawą prostą. Łatwo o przegrzanie i odwodnienie. Kto jednak chce pojeździć, musi się odpowiednio zabezpieczyć, i z "baniakiem" wody (która w tym wypadku spełnia podwójną rolę) wyruszyć w swoją trasę. Dla mnie to był miesiąc szczególny, gdyż z bratem ustaliliśmy, że zdobędziemy Rzym, małą wioskę na pograniczu województwa Wielkopolskiego i Kujawsko-Pomorskiego ;)

Do długiej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować. Dlatego jeździłem dużo, a wiele z tych treningowych jazd musiało się niestety odbyć w warunkach pogodowych wspomnianych powyżej. Najbardziej bałem się tego, że identyczna pogoda będzie w dniu wycieczki, 15. lipca. Gdy później oglądałem prognozę pogody, z naniesionym wykresem średnich temperatur w miesiącu lipcu stwierdziłem, że albo mieliśmy z bratem olbrzymie szczęście, albo czuwała nad nami opatrzność. 15. i 16. lipca były najzimniejszymi dniami w miesiącu, temperatura dla Wielkopolski wynosiła wtedy ok. 20-22 stopni. W pozostałych dniach oscylowała ok. 30 st.

Wyjazd o 5:30 z Głogowskiej. Wg planu, który sobie założyliśmy powinniśmy kręcić ok. 8 godzin. Wiadomo, że wszelkie obliczenia dotyczące długości trasy są tylko dystansem teoretycznym, który odchyla się w praktyce o te kilka kilometrów. Pogoda piękna, wprost wymarzona. Słońce, lekkie obłoki na niebie, rześkie powietrze - czyli wszystko to, co można spotkać najpiękniejszego w wakacyjne poranki. W tym momencie obawiałem się, że za kilka godzin tak różowo nie będzie, a upał będzie nam skutecznie przeszkadzał. Pierwszy postój zaplanowaliśmy sobie po 40km w Kiszkowie, zbliżała się godzina 8:00 rano. Miasteczko dopiero co budziło się ze snu, nieliczne osoby krzątały się po centrum i robiły pierwsze sobotnie zakupy. Po krótkim odpoczynku, spędzonym głównie na uzupełnianiu płynów ruszyliśmy w dalszą drogę.

© Publo


Pogoda zaczeła się trochę psuć, chociaż to może sformułowanie zbyt na wyrost, gdyż słońce nadal dawało o sobie zmieniać. Z biegiem czasu musiało jednak uznać wyższość cumulusom, które dość stanowczo zaczęły gromadzić się na niebie. Jazda na rowerze to wolność! Możliwość poznawania nowych terenów, pięknych krajobrazów, pierwiastek podróżniczy dla wszystkich solidnie przywiązanych do swego domu. I to z całą pewnością pchało nas do wytężonego kręcenia, które z minuty na minutę przybliżało nas do upragnionego Rzymu. Do celu naszej wyprawy dotarliśmy ok. 10:00, pokonując 85km. W słynnej wiosce spędziliśmy trochę czasu, głównie robiąc zdjęcia, uzupełniając płyny i energię. No bo i zwiedzać, nie było za bardzo czego ;) Dojechać tam gdzie się zamierzało jest uczuciem szalenie pozytywnym, którego nie mąci bynajmniej fakt, że pozostał jeszcze powrót. Powszechnie wiadomo, że wraca się łatwiej :)

© Publo


Droga do domu była piękna, nie tylko krajobrazowo, ale również kondycyjnie-wydolnościowo. Wiele razy wspominam te 90km, podczas których jechało mi się bardzo dobrze, czułem moc, formę i ogromny zapas sił. W nieco gorszej sytuacji był Piotr, który jechał na antybiotyku, ale mimo wszystko, jak na takie osłabienie organizmu "dał czadu". Wracaliśmy m.in przez Czechy (kolejna okolicznościowa nazwa) oraz Lednice, na której to, co roku odbywają się religijne spotkania młodych, organizowane przez dominikanina o.Jana Górę. Moja ekscytacja wynika może z tego, że nie często zdarza mi się przez 40 minut kręcić średnio 30km/h, a tamtego dnia, z tamtymi siłami taka sytuacja mi się przydarzyła ;) Od Rzymu do Pobiedzisk pogoda wahała się, był nawet moment kiedy obawiałem się, że nagle z nieba spadnie deszcz. Później jednak sytuacja na niebie unormowała się, chmury zaczęły znikać, i mocniej o sobie dało znać słońce. Nie było jednak zbyt męczące, raczej umilało podróż po pięknych morenowych terenach Parku Krajobrazowego "Promno".

© Publo


Do Poznania wjeżdżaliśmy ok. godziny 15:00 od strony Swarzędza. Pogoda cudna letnia, lecz przyjemna (w odróżnieniu od innych dni w tym miesiącu). Nad jeziorem Maltańskim tłumy ludzi, chcących rekreacyjnie spożytkować weekend. Dom coraz bliżej, a w nogach nadal było bardzo dużo energii. Dzisiaj trochę żałuje, że nie przedłużyłem sobie trasy tej wycieczki, była realna szansa na wyciągnięcie 200km, których do tej pory nie osiągnąłem.

Może w tym roku :)

Trasa: Trasa: Łazarz - Malta - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Wierzonka - Tuczno - Wronczyn - Łagiewniki - Sroczyn - Węgorzewo - Kiszkowo - Rybno Wielkie - Kamieniec - Charbowo - Świniary Górne - Dobijewo - Mieleszyn - Przysieka - Popowo - Kowalewo - RZYM - Kowalewo - Popowo - Przysieka - Mieleszyn - Kłecko - Czechy - Dziećmiarki - Lednica - Skrzetuszewo - Rybitwy - Latalice - Węglewo - Pobiedziska - Promno - Góra - Sarbinowo - Swarzędz - Malta - Droga Dębińska - Hetmańska.

© Publo

Komentarze (1)

Polska piękny kraj, tylko trochę tego nie dostrzegamy.

Pozdrawiam

stasimon 23:41 poniedziałek, 2 marca 2009
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa ndrec

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]