Na dobry początek
Poniedziałek, 16 lutego 2009
· Komentarze(1)
Kategoria turystycznie
Rower pozwala poznawać nową przestrzeń, ale także poznawać własne wnętrze. Bo kiedy to bardziej człowiek pozna siebie i swój charakter, niż w ekstremalnych sytuacjach, których podczas wszelakich wypraw rowerowych jest najwięcej? Każdy kto choć raz przeżył "kryzys" podczas pedałowania wie co mam na myśli. Nawet gdy nie masz już siły, pragnienie przewyższa wszystkie inne Twoje potrzeby, a podjazd który akurat pokonujesz nie ma końca - to zdajesz sobie sprawę, że nie możesz zejść z roweru, i powiedzieć "dosyć, nie mam siły". To jest zbyt łatwe, a każdy miłośnik kolarstwa wie, że najłatwiejsze wytłumaczenia na rowerze się po prostu odrzuca..
Odkąd dosyć poważniej zacząłem jeździć na rowerze (czyt. nie tylko po to, aby dojechać na najbliższe jezioro, ale żeby też pokonywać kolejne bariery dystansowe) moim marzeniem było, aby przejechać się na dwóch kółkach po śniegu. Zadanie z jednej strony proste, z drugiej trudne (spoglądając na to, ile w ostatnich latach było śniegu w Poznaniu). Największą frajdę sprawia spełnianie własnych marzeń, i tak właśnie się stało, kiedy to 16. lutego pokonałem dystans Rusałka-Kiekrz (znaną trasą rowerową). Wraz z dojazdem do samej Rusałki, przejazdem ściężką do Kiekrza, i powrotem - licznik pokazał 33km.
Była to typowa jazda turystyczna, skierowana bardziej na robienie zdjęć, niż podkręcanie tempa i śrubowanie średniej przejazdu. Zresztą był to pierwszy w tym roku wyjazd "w teren", więc lepiej go było pokonać "na spokojnie". Poniżej zdjęcia z wyjazdu..
P.S Wielkie dzięki dla Andrzeja, za pokazanie możliwości, jakie drzemią w tym blogu (i w ogóle za pokazanie mi go :P).


Odkąd dosyć poważniej zacząłem jeździć na rowerze (czyt. nie tylko po to, aby dojechać na najbliższe jezioro, ale żeby też pokonywać kolejne bariery dystansowe) moim marzeniem było, aby przejechać się na dwóch kółkach po śniegu. Zadanie z jednej strony proste, z drugiej trudne (spoglądając na to, ile w ostatnich latach było śniegu w Poznaniu). Największą frajdę sprawia spełnianie własnych marzeń, i tak właśnie się stało, kiedy to 16. lutego pokonałem dystans Rusałka-Kiekrz (znaną trasą rowerową). Wraz z dojazdem do samej Rusałki, przejazdem ściężką do Kiekrza, i powrotem - licznik pokazał 33km.
Była to typowa jazda turystyczna, skierowana bardziej na robienie zdjęć, niż podkręcanie tempa i śrubowanie średniej przejazdu. Zresztą był to pierwszy w tym roku wyjazd "w teren", więc lepiej go było pokonać "na spokojnie". Poniżej zdjęcia z wyjazdu..
P.S Wielkie dzięki dla Andrzeja, za pokazanie możliwości, jakie drzemią w tym blogu (i w ogóle za pokazanie mi go :P).



Plaża w Strzeszynku© Publo


